wtorek, 5 marca 2013

Polska / Beskid Śląski


Zima się zbiera do domu (biedna Buka!), dni są coraz dłuższe i ogólnie - nadciągają cieplejsze klimaty. A przecież nawet w czasie siarczystych mrozów można zrobić coś fajnego i pozytywnego! Na przykład iść na sanki na pobliską górkę... A że ma ponad tysiąc metrów, to i co z tego? ;-)
Pewnego pięknego (jakżeby inaczej) dnia dawno dawno temu, korzystając z tego, że dziewczyny przyjechały z Krakowa, postanowiłyśmy wziąć Gustawa na spacerek. Jak się już zapewne domyślacie, Gustaw ma stalowe mięśnie i jest nieczuły na warunki pogodowe. Prawdziwy twardziel! 
A nasza trasa? Dobrze, przyznam, że tym razem pozwoliłyśmy sobie na kilka chwil słodkiego lenistwa, wyjeżdżając na Szyndzielnię kolejką ;-) Potem, pomimo trzaskającego mrozu, popełzałyśmy na Klimczok. Słonko świeciło, zimnolubne ptaszki śpiewały, słowem idylla. Trasa do schroniska na Klimczoku była bardzo luksuśnie wyratrakowana, ludzi niewielu, panienek na obcasie brak (typowe dla tej trasy w lecie...). Maszerowałyśmy więc całkiem raźno w towarzystwie naszego Gustawa Niszczyciela. W schronisku posiliłyśmy się czymś ciepłym.

 
Fot. Anita Jaśkiewicz


Bardzo przyjemna była też droga do Bystrej, gdzie Gustaw bardzo się nam przydał, taranując swoim żelaznym cielskiem wszystkie przeszkody. Nieraz wymykał się spod kontroli, ale ostatecznie zostawał ujarzmiony. Muszę przyznać, że sanki to bardzo wygodny środek transportu, kiedy ma się gdzieś z górki ;-) No i same góry zimą to coś wspaniałego!


1 komentarz:

  1. jejciu, jejciu, ale tam jest piękniusiusio :)

    OdpowiedzUsuń