wtorek, 8 kwietnia 2014

Czarnogóra / Perast


Dni chwały Perast już dawno ma za sobą. Trudno też powiedzieć, by to malutkie miasteczko było fartownym miejscem. Najpierw napadli na nie piraci. Co bardziej krnąbrnych mieszkańców wybili do nogi, resztę zabrali ze sobą, by sprzedać lub wykorzystać w charakterze podnóżków i podawaczy drinków... No, ale opuśćmy mroczne historyczne zakamarki wieków średnich. Potem było nie lepiej. W XX wieku sporą część budynków zniszczyło trzęsienie ziemi. 

- Kiedyś kupię tu stary dom i zamieszkam w nim. Będę sobie żyła spokojnie, leniwie wcinając owoce morza i grzejąc fałdeczki w promieniach południowego słońca... Przystojni lokalsi będą mi przynosić wino domowej roboty... - oznajmiłam rozmarzona. S. obśmiał ideę (to pewnie przez wątek przystojnych lokalsów), ale ja tam swoje wiem! ;-)

Boka Kotorska, naturalny fiord Bałkanów, była jednym z naszych celów. Trzy noce mieliśmy spędzić w Czarnogórze. Lokum wynajęliśmy w Budvie (Rosjan pełen ichni kultowy kurort-potworek, coś na kształt naszego Sopotu), nieopodal plaży. Codziennie jeździliśmy zobaczyć coś nowego, a potem (lub przedtem) obijaliśmy się na plaży. Do Perastu wybraliśmy się z założeniem, że po drodze dopadniemy jakąś uroczą dziką plażę i oddamy się przykładnemu zbijaniu bąków wśród złotych piasków (ychy, raczej kamieni, które tam optymistycznie nazywają piaskiem ;-) ). 

Perast okazał się niesamowitym miejscem ze szczątkową ilością turystów. Miasteczko skoncentrowane jest nad samą wodą. Pierwsze budynki dzieli od wód Boki kilka metrów kamiennego nabrzeża. Kolejne wznoszą się coraz wyżej, wybudowane na stromym zboczu. Snuliśmy się po Peraście leniwie, nie niepokojeni przez tabuny zwiedzających (przewodniki podają, że to kwestia kilku lat). Opętani manią włażenia na przeróżne wieże, nie mogliśmy przepuścić najwyższemu budynkowi Perastu. Pomimo tego, że od wchodzenia i schodzenia po stromych, wąskich i wyślizganych schodach zawsze dostaję gęsiej skórki i świat zaczyna mi się jawić katastrofalnie (zwłaszcza zaczynam się sobie tak jawić ja sama, ze skręconym karkiem, na dole), to nie mogę sobie odmówić wpełźnięcia na szczyt. Perastańska wieża była zdecydowanie bardziej autentyczna niż turystyczna. Och, jakże autentyczne były zwłaszcza te ptasie odchody w każdym miejscu, te pióra fruwające w powietrzu, te balustrady i stopnie, trzymające się już chyba tylko na słowo honoru... Polecam! ;-)

No i widok... Panorama fragmentu Boki Kotorskiej z majestatycznymi górami (popsujzabawa S.: ,,Ale one nie mają nawet 1000 m n.p.m., tylko ci się wydaje, że są wysokie") wyrastającymi z wody. Naprzeciw miasteczka - dwie malutkie wysepki. Na każdej - stare zabudowania kościelne (benedyktyński klasztor z kościołem św. Jerzego i kościół Matki Boskiej Skalnej).

Niebieskie niebo, łódki i my... Stwierdziliśmy, że czas najwyższy na obiecaną kąpiel. Wzdłuż nabrzeża ciągnął się wąski pas kamienno-betonowej ,,plaży",z której można było skakać bezpośrednio do wody. Jej głębokość na starcie wynosiła niemal 2 metry, a potem bardzo szybko pod płynącą osobą rozciągała się wodna otchłań o niesamowitej przejrzystości. Co tam można było zobaczyć! Boka nie skrywała tylko dla siebie tych skarbów. I nie, nie mówię tu o kamiennych fragmentach jakichś starych zabudowań,ale o takich prawdziwych perełkach jak kontenery, słupy wysokiego napięcia, samochody. Wszystko to - malutkie jak zabawki - widoczne w krystalicznej wodzie wiele metrów pod nami.

Im dalej w Peraście od brzegu, tym mniej zamieszkanych domów. Widać, że tam trzęsienie ziemi wyrządziło spore szkody. Można wywęszyć stan opuszczenia, zapach nie tyle dawnej świetności, co po prostu minionego. Nie wiem, czy to miejsce przeżywało kiedyś czasy prosperity. Pewnie tak, bo i czemu nie. Teraz jednak znajduje się na swoistych turystycznych peryferiach, choć to się pewnie wkrótce zmieni. Perast znajdziemy w każdym niemal porządniejszym przewodniku po Czarnogórze. Co prawda z zawoalowaną sugestią, że jest to zadupie, ale czy właśnie nie zadupia przyciągają obecnie nowy typ turysty?

3 komentarze:

  1. W Czarnogórze nie widziałam jeszcze wszystkiego, ale Zatoka Kotorska i Kotor to jedne z naprawdę najpiękniejszych miejsc jakie widziałam w zeszłym roku! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę Ci spełnienia tego marzenia z lokalsami i winem :). Trzeba mieć rozmach w marzeniach, a co!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piękne widoki, zazdroszczę! :)

    Zapraszam również do siebie: http://scritto-con-la-pasta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń